Wczoraj byliśmy w teatrze TR na spektaklu autorstwa Doroty Masłowskiej „Między nami dobrze jest”. Ubawiłem się setnie, a spektakl był świetnie zagrany i oprawiony. Gorąco polecam. Ale ja nie o tym.

Chcę tu opisać małą przygodę, czy raczej obserwacjię. Kto doczyta do końca zrozumie, dlaczego dotyczy to dostępności.

Usiedliśmy w czwórkę w dziewiątym rzędzie na miejscach od 1 do 4. Takie miejsca mają te wadę, że osoby z biletami w dalszej części rzędu przeciskają się przed nami. Tak było także z dwoma paniami, które przecisnęły się dalej. Jednak po chwili przeciskały się w drugą stronę, mamrocząc pod nosem, że muszą iść dwa rzędy dalej.

Ten jedenasty rząd to jakiś pechowwy, bo chwilę potem dwóch mężczyzn rozpoczęło spór o miejsce. Obaj mieli bilety na to samo miejsce. Pracowniczka teatru poprosiła jednego z mężczyzn o pokazanie biletu i sprawa się wyjaśniła. Odprowadziła go do drugiego rzędu. Okazało się, że źle przeczytał numer rzędu i zapędził się za daleko. Obie te sytuacje miały wspólną przyczynę.

Kto doczytał do tego miejsca i już wie - gratuluję przenikliwości. Kto jeszcze nie wpadł na rozwiązanie - właśnie nagrodzę go wyjaśnieniem. Rzecz jest prosta, dość zabawna i pokazuje kolejny wymiar dostępności, tym razem informacyjnej.

W teatrze numery rzędów oznaczone są cyframi rzymskimi. Dwie panie pomyliły rząd „IX” z rzędem „XI”. Z kolei pan z biletem pomylił „II” na swoim bilecie z „11” zapisane cyframi arabskimi. Swoją drogą ciekawe, że pan znał cyfry rzymskie, a panie nie, a przynajmniej nie za dobrze. I wszyscy się pomylili.

Stosowanie rzymskich cyfr jest zawsze ryzykowne. Od bardzo dawna nie są w powszechnym użyciu i ludzie muszą je przetwarzać w głowie na znane sobie cyfry arabskie. O ile w ogóle potrafią to robić. Przy takim przetwarzaniu zawsze można się pomylić, jak dwie panie. A jak nawet ktoś potrafi przetworzyć „XI” na „11”, to i tak może się zaplątać. Może jednak lepiej było oznaczyć rzędy literami rzymskimi, a nie cyframi. Chociaż ktoś z fantazją mógłby zaproponować alfabet grecki.