Nareszcie stało się to, co powinno było zdarzyć się już lata temu. Pojawiła się wersja 4.3.0 pakietu biurowego LibreOffice z domyślnie włączoną obsługą urządzeń dla osób niepełnosprawnych. Rzecz tak prosta i oczywista, że po prostu trudno uwierzyć, że dopiero teraz. Zainstalowałem, uruchomiłem i działa.

LibreOfficeto jeden z najbardziej znanych projektów open source na świecie. Jest to pakiet biurowy wzorowany na starszych wersjach Microsoft Office, który jednak nie został wyposażony we wstążki, ale pozostał przy rozwijanych menu. Kiedyś nosił nazwę OpenOffice, ale na skutek problemów z Oracle zmieniono mu nazwę, a kody przekazano do OpenDocument Foundation.

Do pakietu LibreOffice, a wcześniej Open Office, podchodziłem już wiele razy, bodaj od wersji 1.3. Lubię wolne i otwarte oprogramowanie, a ten pakiet obiecywał wiele. Jednak zawsze kończyło się na obietnicach. W pewnym momencie zaimplementowano w nim obsługę technologii asystujących, ale…

Dostępność w OpenOffice oparta była o dodatkowe oprogramowanie o nazwie Access-Bridge, które należało odnaleźć w odmentach Internetu i zainstalować. Access-Bridge wymagał z kolei Java SDK i nie zadowalała go sama maszyna uruchomieniowa. Po tych wszystkich operacjach należało włączyć tą obsługę urządzeń dla osób niepełnosprawnych, co w niedostępnym programie było niezłym wyzwaniem. Po tych wszystkich zabiegach program odinstalowywałem, bo szkoda mi było miejsca na tak nieużyteczne i niestabilne narzędzia. I tak było przez bodaj osiem lat.

Wczoraj przeczytałem na Twitterze, że najnowsza wersja LibreOffice 4.3.0 ma domyślnie włączone usługi dostępności i wymieniony interfejs dostępności. W całej operacji brała udział firma… Microsoft i efekt jest naprawdę dobry. Wystarczy pobrać instalator, uruchomić proces instalacji i uruchomić pakiet. Pod systemem Windows 7 i z czytnikiem NVDA pakiet wydaje się zupełnie dostępny. Można nawet odczytać parametry czcionek, co we wcześniejszych wersjach było niemożliwe. Czytane są menu, okna dialogowe i zawartość dokumentów. Nie jest to program tak szybki, jak MS Office, a i narzędzi jest jakby troszkę mniej, ale do domu może to być zupełnie wystarczające. W wolnej chwili przyjrzę się też innym elementom pakietu, to znaczy programowi do prezentacji i arkuszowi kalkulacyjnemu. W każdym razie LibreOffice 4.3.0 zostaje u mnie na dysku.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *