Wczoraj uczestniczyłem w dostępnym czwartku organizowanym przez Wydział Dostępności Cyfrowej Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Będę uczęstniczył częściej, bo jest to dobre źródło wiedzy na temat wątpliwości związanych z realizacją ustawy o dostępności cyfrowej stron internetowych i aplikacji mobilnych podmiotów publicznych. Dzisiaj kilka akapitów o czcionkach.

Temat czcionek powraca regularnie i zazwyczaj oznacza wątpliwość, jakie czcionki i jak formatowany tekst stosować. Podczas spotkania padła wręcz propozycja, by szczegóły takie doprecyzować w rozporządzeniu. Pominąwszy fakt, że w ustawie nie ma delegacji, która pozwalałaby coś takiego zrobić, to jest to żądanie nie do spełnienia. Warto jednak na początek zastanowić się, dlaczego tak często urzędnicy cisną na regulacje dotyczące czcionek, a o wiele rzadziej na inne elementy dostępności, na przykład napisy do filmów lub sposób dodawania etykiet do pól formularza. Moim zdaniem odpowiedź jest prosta – bo to dotyczy ich bezpośrednio, jako tworzących dokumenty tekstowe. Inne elementy oddają w obce ręce i oczekują, że będzie dobrze.

W obszarze stosowania czcionek i formatowania tekstu pojawia się ogromnie dużo zamieszania. Standard WCAG określa, że czcionki powinno dać się powiększyć, muszą mieć odpowiedni kontrast, a na najwyższym poziomie użytkownik powinien mieć możliwość dostosowania tekstu do własnych potrzeb. Nie ma niemal nic o wielkości i zupełnie nic o krojach. Skąd zatem wątpliwości? Ano ze szkoleń i audytów stron internetowych.

Podczas szkoleń urzędnicy słyszą, że w dostępnych dokumentach powinno się stosować czcionki bezszeryfowe, o określonej wielkości (różnie na różnych szkoleniach), odpowiednie odstępy między liniami i akapitami oraz brak wyrównywania tekstu do prawego marginesu. To ostatnie wzbudza szczególnie duże wzburzenie, bo łamie wieloletnie przyzwyczajenia. Dość powszechnie uważa się, że taki tekst wygląda „brzydko”, a przecież ma wyglądać „ładnie”. A ponieważ pojawia się opór przed tymi zmianami, to pojawia się też sakramentalne pytanie: czy jest na to jakiś przepis? Nie ma i być nie powinno.

Podczas szkoleń i w raportach z audytów znajdujemy informacje, jak zrobić żeby treść była dostępna cyfrowo. A to coś więcej, niż wymagania z WCAG. Zalecenia na temat doboru czcionek nie pochodzą z WCAG, ale z różnych badań i doświadczenia gromadzonego latami. Czasem poruszałem temat czcionek, więc można sobie poszukać linków. Dostępność tekstu można podsumować w kilku punktach:

  1. Generalnie najczytelniejszą czcionką jest czcionka bezszeryfowa. Ta zasada dotyczy treści elektronicznych, a już niekoniecznie papierowych. Wynika zaś z faktu, że szeryfy są często źle wyświetlane na ekranach, bo są bardzo cienkie.
  2. Ludzie łatwiej odczytują czcionki, które już znają. Dlatego czasem w badaniach pomiędzy czcionki bezszeryfowe wpada czcionka szeryfowa w rodzaju Courier. Jednak akurat ten krój ma szeryfy bardzo grube, więc nie ulega zniekształceniom na ekranach. Najlepiej zatem stosować powszechnie znane kroje, szczególnie zaprojektowane do wyświetlania na ekranach (Helvetica, Verdana, Garamond).
  3. Brak równania do prawego marginesu ułatwia czytanie, zwłaszcza osobom mającym z tym kłopot. Są to osoby z dysleksjami lub po prostu nie wprawione w czytanie. Czytanie to wszak wysiłek i gdy oczy zmęczą się i zgubią w tekście, łatwiej odnajdują miejsce, jeżeli ma charakterystyczny kształt, a nie w równiutkim rządku.
  4. Nieco mniej istotne jest światło, czyli odstępy między liniami i akapitami. Ważne jest, by linie i akapity były wyraźnie wyodrębnione i możliwe do zmiany przez użytkownika.

Od razu też rozwieję wątpliwości – nie ma potrzeby, by dostarczać użytkownikowi narzędzi do regulowania kolorów, wielkości i sposobu formatowania bloków tekstu. Kluczowe jest, by nie ograniczać mu możliwości regulacji samodzielnie tych parametrów. WCAG dopuszcza rozwiązania w rodzaju paska dostępności, ale nie powinien on zastępować porządnego formatowania, a jedynie uzupełniać.

Wróćmy zatem do „paragrafu na czcionki. Ogólne zalecenia istnieją, chociaż nie we WCAG. Można je znaleźć choćby w poradniku na temat tworzenia dokumentów w edytorze Word. Podczas szkoleń zaś prowadzący mogą proponować inne rozwiązania, a.audytorzy stron internetowych – jeszcze inne. Natomiast nikt i nigdzie nie powinien twierdzić, że to jest wymóg prawny i użycie czcionki Times będzie skutkowało nałożeniem kary.

Wskazanie konkretnego kroju czcionki, na przykład Verdana, może nieść ze sobą kłopoty licencyjne. Każda czcionka ma właściciela, nawet jeżeli taką czcionkę wypuścił na otwartej licencji lub bezpłatnie. Wprowadzenie obowiązku stosowania konkretnej czcionki może skutkować koniecznością ponoszenia kosztów licencyjnych, gdy właściciel zmieni treść licencji. Wielkość także trudno zdefiniować, bo co innego oznacza „duża czcionka” na kartce papieru, smartwatchu i na tablicy multimedialnej. Można oczywiście kombinować z wielkościami kątowymi, ale to tylko utrudni korzystanie z przepisu, a przecież nie o to chodzi. Wreszcie – wiele dokumentów generowanych jest automatycznie, z oprog ramowania przeznaczonego do zbierania i prezentacji danych. Te systemy mogą nie mieć możliwości zastosowania konkretnych krojów i wielkości czcionek. Tak naprawdę najważniejsze jest zaś to, że takie usztywnienie nie służy dostępności.

Celem ustawy o dostępności cyfrowej jest zapewnienie dostępności cyfrowej, a nie realizacja ustawy o dostępności cyfrowej. Jeżeli zatem w sercu i rozumie masz chęć do zapewnienia dostępności, to zrób więcej niż tylko wymagania z WCAG. Stosuj czcionki bezszeryfowe, zamawiaj tłumaczenia na język migowy, staraj się dostarczać napisy w transmisjach na żywo. To wszystko nie są obowiązki wynikające z przepisów, a z celu, jakim jest zapewnienie dostępności. A jak ktoś znowu zapyta Cię, jaka jest podstawa prawna stosowania czcionki bezszeryfowej, zapytaj jaka jest podstawa prawna stosowania czcionki szeryfowej. Tej przecież też nie ma. Nie ma możliwości, by doregulować wszystko. I całe szczęście.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *